Post 1
Nie nie jestem amerykaninem o zjawiskowym imieniu Evans, który będzie tu zamieszczał hisorie ze swojego jakże niebanalnego życia. Nie,jestem siedemnastoletnią nastolatką, która ma pewnego kompana. Lekarze nazywają go różnie, lecz załóżmy, że najbardziej trafne określenie to Zespół Evansa. Choroba przypominająca tykającą bombę, tylko czeka na moment kiedy poczuję choć trochę wolności. Nie będę się tu rozpisywać na temat Evansa, na to przyjdzie mam nadzieję inna pora, no chyba, że już nigdy nie wejdę na tego bloga i z zapomnę, że jakoby w ogóle istnieje.
Ale przybliżmy może cel, dla którego się tu dziś spotykamy. A otóż postanowiłam wstawiać codziennie jednego posta (właśnie to wymyśliłam), aby udowodnić sobie, że potrafię żyć, a nie tylko egzystować i sprawić, aby dobrze wykorzystywać chwilę kiedy Evans daje mi spokój. Pod koniec posta będę pisać tu założenia, które chciałabym spełnić na następny dzień. Coś co sprawi, że moje życie nabierze jakiegoś sensu. Jeszcze nie wiem czy to się uda. Nie mam pojęcia czy jak wszystkiego czego się dotknę tego również nie trafi szlag. Nie mam za grosz zielonego pojęcia czy to co tu piszę ma w ogóle jakiś sens i szczerze, naprawdę, autentycznie chyba nie chce tego wiedzieć. Wiem, że w tym krótkim wywodzie jest masa błędów i szczerze mam to gdzieś. Jest prawie trzecia w nocy, a ja mam przypływ natchnienia, aby zmienić swoje życie.
Założenia:
1.Pobiegać rankiem (pierwszy krok do formy, forma=powrót na kickboxing)
2.Być wesołym(ostatnio jestem raczej nie wesoła)
3. Być otwartym na ludzi, porozmawiać z kimś, nawiązać kontakt, podtrzymać rozmowę
Może to nie wiele, ale wszystko powoli, małymi kroczkami.